VIII Górska Pielgrzymka Rowerowa z Rzeszowa do Dębowca: Płacz i zgrzytanie zębów
Piątek, 17 września 2010
· Komentarze(1)
Kategoria >50 km, z Aniaszem, z Domi, z Ośką, Pielgrzymka 2010
Płacz był. Oj był. Niebo płakało jak nigdy.
Zgrzytanie zębów też było. Oj było. Jak się nie bierze z lenistwa nogawek, to tak zazwyczaj jest.
Nie no, lać długo nie lało. Tylko przez ostatnie 75 km, stukilometrowej trasy... ;p
Dziś dzień konfliktów. Jedni chcieli tędy inni tędy, i kogo tu słuchać?! Do Strachociny, miejsca urodzin Andrzeja Boboli docieram ze szwagrami, mamy sporą przewagę czasową.
Tak się trawę kosi!
W oczekiwaniu na resztę zwiedzamy kościół i pobliskie toalety, gdzie udaje mi się podsłuchać ciekawą rozmowę dwojga małżonków, w przyległych toaletach.
- Obsikałem deskę.
- yhym
- To trochę nieelegancko.
- yhym
Tylko nie pytajcie, który z małżonków obsikał tę deskę. Dociera reszta grupy i wysłuchujemy ciekawego wykłady księdza proboszcza, któremu ponoć ukazał się Bobola i nakazał oddawać mu cześć w tym właśnie kościele :).
Dalsze km zahaczają aż o Sanok, by tam mogło się rozpadać na dobre. Gdzieś dalej Aniasz urywa linkę, kogoś tam auto spycha do rowu - jest wesoło...
Potem tylko zimno, mokro, zimno i zimno, pierniczki w Szczawnem za 1,60 zl i zimno. Zero zdjęć, zero przyjemności z jazdy.
Rok temu było tu piękne słońce...
Spojrzenie pełne miłości - Ania i Marta ;p.
"Mariusz, co Ty pier******?!
O północy tradycyjnie wizyta w piekarni w Jaśliskach:
Wskutek tego ktoś zamyka mi drzwi i noc spędzam w jadalni na karimacie (i dzięki dziewczynom) z kocem i poduszką. Rano budzę się a nade mną rama z suszącymi się butami i ubraniami... Dlatego tak dobrze się spało... ;p.
< Dzień poprzedni Dzień następny >
Zgrzytanie zębów też było. Oj było. Jak się nie bierze z lenistwa nogawek, to tak zazwyczaj jest.
Nie no, lać długo nie lało. Tylko przez ostatnie 75 km, stukilometrowej trasy... ;p
Dziś dzień konfliktów. Jedni chcieli tędy inni tędy, i kogo tu słuchać?! Do Strachociny, miejsca urodzin Andrzeja Boboli docieram ze szwagrami, mamy sporą przewagę czasową.
Tak się trawę kosi!
W oczekiwaniu na resztę zwiedzamy kościół i pobliskie toalety, gdzie udaje mi się podsłuchać ciekawą rozmowę dwojga małżonków, w przyległych toaletach.
- Obsikałem deskę.
- yhym
- To trochę nieelegancko.
- yhym
Tylko nie pytajcie, który z małżonków obsikał tę deskę. Dociera reszta grupy i wysłuchujemy ciekawego wykłady księdza proboszcza, któremu ponoć ukazał się Bobola i nakazał oddawać mu cześć w tym właśnie kościele :).
Dalsze km zahaczają aż o Sanok, by tam mogło się rozpadać na dobre. Gdzieś dalej Aniasz urywa linkę, kogoś tam auto spycha do rowu - jest wesoło...
Potem tylko zimno, mokro, zimno i zimno, pierniczki w Szczawnem za 1,60 zl i zimno. Zero zdjęć, zero przyjemności z jazdy.
Rok temu było tu piękne słońce...
Spojrzenie pełne miłości - Ania i Marta ;p.
"Mariusz, co Ty pier******?!
O północy tradycyjnie wizyta w piekarni w Jaśliskach:
Wskutek tego ktoś zamyka mi drzwi i noc spędzam w jadalni na karimacie (i dzięki dziewczynom) z kocem i poduszką. Rano budzę się a nade mną rama z suszącymi się butami i ubraniami... Dlatego tak dobrze się spało... ;p.
< Dzień poprzedni Dzień następny >